Jedyne ograniczenia, jakie stają na mojej drodze przy kręceniu filmu sprowadzają się do tego, ile czasu muszę przespać i ile pieniędzy muszę wydać. Albo ci zależy, albo nie. - ten cytat ze Stanleya Kubricka przyjęli za motto członkowie stowarzyszenia LaCamera Independent, ale prawdopodobnie podpisaliby się pod nim również inni offowi filmowcy z Warszawy. W ostatnich latach kino niezależne stało się w Polsce bardzo popularne – niemal każdy szanujący się festiwal ma swoją sekcję offową, organizuje się też coraz więcej imprez poświęconych wyłącznie temu rodzajowi twórczości filmowej. Popularność kina niezależnego wydaje się odpowiedzią na trudności z zebraniem pieniędzy na debiut, ale także na rewolucję cyfrową i coraz większą dostępność podstawowego sprzętu filmowego.

Dość trudno zdefiniować polskie kino niezależne – filmy offowe kręcą głównie młodzi pasjonaci, ale nie brakuje też projektów zrealizowanych przez doświadczonych reżyserów, którzy – z różnych, często finansowych przyczyn – wykraczają poza ramy instytucjonalne. Z jednej strony mamy zatem młodych filmowców, którzy, często przed podjęciem studiów reżyserskich, stawiają pierwsze kroki na własną rękę, z drugiej – profesjonalistów, decydujących się na off ze względu na brak funduszy, z trzeciej w końcu – spadkobierców PRL-owskich Amatorskich Klubów Filmowych, którzy z własnej woli robią kino „podziemne” i nie zamierzają przejść do głównego nurtu.

Za podstawowe wyróżniki kina offowego uznać można obywanie się bez wsparcia głównych instytucji publicznych lub korzystanie z niego w niewielkim tylko stopniu i samodzielne wynajdowanie funduszy, oraz realizowanie własnej, autorskiej wizji, jak sama nazwa wskazuje - „niezależnej” od jakichkolwiek zewnętrznych nacisków. W książce „Polskie kino niezależne 1989-2009. Historia mówiona”, Piotr Marecki pisze: Najważniejszą cechą polskiego kina niezależnego jest entuzjazm. (…) Twórcy kina niezależnego łączą się spontanicznie w grupy i kręcą filmy, wiedząc, że większość z nich nigdy się nie sprzeda. Często w ogóle nie myślą w kategoriach komercyjnych. (…) Największą zasługą polskiego kina niezależnego jest właśnie pochwała bezinteresownego działania, twórczości nienastawionej na bezpośrednie korzyści. (Marecki, s. 13.) Ponadto, w kinie niezależnym podejmować można tematy, którym trudno „przebić się” do mainstreamu. Rodzime kino czy telewizja wciąż nie przeszły wielu procesów emancypacyjnych. - pisze Marecki – Pierwsze kroki w kierunku ukazania odmiennej wrażliwości zostały wykonane przez twórców niezależnych. (Marecki, s. 15)

Najważniejsi są ludzie

Ivo Krankowski, jeden z założycieli wspomnianego stowarzyszenia LaCamera Independent, w ramach którego zrealizował polsko-francuską produkcję „Godzina z nocy na dzień”, jest również członkiem grupy artystycznej Defekt Masy. W zrobionym przez nią filmie „Ulica” zagrał Maciej Buchwald, który kojarzony jest również ze stowarzyszeniem Kompilacja Warszawska, w którym współpracował z Arturem Wyrzykowskim. Członkiem Kompilacji jest również reżyser i operator Tomek Jeziorski, który zrobił zdjęcia do „Godziny z nocy na dzień”. Takie powiązania można by śledzić w nieskończoność, bowiem środowisko najmłodszych offowców w Warszawie jest na tyle nieduże, że niemal wszyscy współpracowali już ze wszystkimi, wszyscy spotykają się na festiwalach, wszyscy pokazują swoje filmy w tych samym miejscach – w KinoLabie, Kulturze, Muranowie, w Centrum Kultury Łowicka czy na Chłodnej 25.

W kinie niezależnym bardzo ważna jest sieć kontaktów i wypróbowani ludzie. - potwierdza Maciej Buchwald, aktor i reżyser, m.in. nagrodzonego na Festiwalu Filmowym w Gdyni filmu „Nie ma o czym milczeć” - a mam ich właśnie tu, w Warszawie. Do tych zaufanych ludzi zaliczają się nie tylko młodzi filmowcy, ale także  „dobry duch” warszawskiego kina niezależnego, operator Andrzej Wolf, czy ekipa Centrum Kultury Łowicka, która wypożycza sprzęt filmowy i udostępnia przestrzeń, w której odbywają się pokazy. Poza tak ważnym potencjałem ludzkim, Warszawa dysponuje również zapleczem technicznym. W Warszawie jest najłatwiej o sprzęt i studia dźwiękowe, mieszka w niej również wielu aktorów. Stolica jest najważniejszym ośrodkiem dla mainstreamu i przez to automatycznie staje się najbardziej atrakcyjna dla offu - to tu przyjeżdżają fachowcy, tu zakładane są studia. Abstrahując zatem od kwestii finansowych, nie ma większego znaczenia, czy jesteś uznanym artystą czy debiutującym amatorem – sprzęt i pracowników technicznych najłatwiej będzie ci znaleźć w Warszawie.

Finansowanie

Kino niezależne opiera się przede wszystkim na współpracy pasjonatów, kiedy jednak twórcy postanawiają swoje filmy pokazać większej publiczności czy poprawić ich jakość techniczną, zazwyczaj muszą odwołać się do pewnej pomocy instytucjonalnej – tej udziela od pewnego czasu Polski Instytut Sztuki Filmowej, który umożliwia aplikowanie o granty i dotacje w ramach programu „Pierwsze ujęcie”. Swoje programy mają także warszawskie szkoły filmowe – Mistrzowska Szkoła Andrzeja Wajdy i Warszawska Szkoła Filmowa. Młodym twórcom sprzyjają także stacje telewizyjne - TVP Kultura, Kino Polska i konkurs TVP „Dolina Kreatywna” - dzięki nim niezależne filmy mogą dotrzeć do szerokiej publiczności. Kiedy to nie wystarcza, młodzi filmowcy szukają pieniędzy u sponsorów prywatnych – taka jest w każdym razie tradycyjna droga. W ostatnich latach swoim niekonwencjonalnym podejściem zasłynął Artur Wyrzykowski, którego film „Wszystko” został w dużej części sfinansowany przez internautów, którzy, wpłacając dowolną kwotę na konto artysty, stawali się automatycznie współproducentami filmu. Warto jednak zauważyć, że nawet ten, w pełni autorski projekt, powstał także dzięki nagrodzie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Akcja Wyrzykowskiego trwa – teraz, również z pomocą internautów, walczy o dystrybucję filmu w kinach (www.chcezobaczycwszystko.net).

Istnieją też projekty, na które w zasadzie nie trzeba mieć pieniędzy – kilka lat temu Cezary Ciszewski, autor nagradzanego na wielu festiwalach filmu „Wolność jest darem Boga”, zapoczątkował akcję „Miasto w komie”, zapraszając do udziału ludzi, którzy kręcą filmy telefonami komórkowymi. Wystarczy mieć telefon, kartę pamięci i spontanicznie rejestrować otaczającą rzeczywistość – w ramach akcji takich filmów powstało w Warszawie ponad dwieście. Portret Warszawy jaki wyłania się z tych materiałów jest) zjawiskowy, ciekawy, przekolorowy, niebanalny. Wcale nie jest smutny. Ktoś jest kurierem rowerowym, jeździ po mieście i obserwuje. Jest stary taksówkarz z Pragi, jest człowiek, który uprawia warszawską turystykę ekstremalną. (…) „Miasto w komie” to taki nowy punk albo nowy hip-hop, tylko że filmowy. - mówi Ciszewski. (Ibidem, s. 380) Nie znaczy to jednak, że autorzy włączonych do projektu filmów mają poważniejsze ambicje artystyczne – w projekcie Ciszewskiego chodzi jedynie o nieskrępowaną potrzebę ekspresji. Jest to zjawisko odmienne od tego, co starają się robić „reżyserzy in spe”, wiążący z kinem swoją zawodową przyszłość, dla których ważne są również zdobycie umiejętności technicznych, nauka obsługi sprzętu oraz rady bardziej doświadczonych filmowców. 

Możliwości edukacyjne w Warszawie

Możliwości edukacji filmowej w Warszawie nie są, niestety, zbyt szerokie – na Uniwersytecie Warszawskim nie istnieje filmoznawstwo, brak też jakiegokolwiek „koła filmowego”, co jest o tyle zaskakujące, że istnieje chociażby kilka teatrów uniwersyteckich i dwa chóry. Warsztaty filmowe są organizowane przez organizacje pozarządowe, rzadko są one jednak w stanie przygotować całościowo do realizacji pierwszego filmu. Główne opcje to zatem szkoły prywatne – wspomniane Warszawska Szkoła Filmowa i Mistrzowska Szkoła Andrzeja Wajdy, w których opłaty są jednak wysokie i które nie mają uprawnień do przyznawania tytułu magistra oraz dwuletnia, podyplomowa Akademia Filmu i Telewizji. Od lat warszawscy filmowcy na studia wyjeżdżają do Łodzi, czy, rzadziej, do Katowic. Chociaż otwarcie nowego kierunku studiów mogłoby być trudne ze względów finansowych, warto by rozważyć propozycję stworzenia silniejszego, udostępniającego podstawowy sprzęt, zaplecza filmowego w ramach studiów dziennikarskich czy kulturoznawczych.

Film w przestrzeni miejskiej

Otrzymanie pozwolenia na filmowanie wymaga uzyskania zgody Urzędu Miasta lub dzielnicy. O ile jednak urzędy mogą wydać zezwolenie na filmowanie ulic czy placów, o tyle kręcenie materiałów w sklepach, centrach handlowych czy teatrach wymaga osobnej zgody właścicieli placówek. Większość z nich „nie przeszkadza” filmowcom w realizacji, niektóre z instytucji są jednak niechętne. Reżyser Ivo Krankowski, członek grupy Defekt Masy i założyciel LaCamera Independent wspomina: Kiedy chcieliśmy kręcić na Dworcu Centralnym, poszliśmy do naczelnika stacji i pomimo tłumaczenia że jesteśmy studentami, kazano nam zapłacić za godzinę horrendalną kwotę. Kiedy natomiast z uczniami gimnazjum, z którymi realizuję projekt filmowy, poszedłem poprosić o pozwolenie na kręcenie w Złotych Tarasach, pani recepcjonistka z uśmiechem na twarzy od reki wystawiła nam identyfikator i nie było nawet mowy o pieniądzach. Na tej podstawie można wysnuć wniosek, że instytucje prywatne wykazują się większą otwartością, w każdym razie wtedy, gdy film nie ukazuje ich w negatywnym świetle.

Krankowski wskazuje też na rozwiązania, które pomogłyby filmowcom – nie tylko zresztą niezależnym. W amerykańskich pismach branżowych czytałem o tamtejszych rozwiązaniach lokalnych. - mówi - Regiony na swoich stronach internetowych (np. na stronach urzędów marszałkowskich) mogłyby mieć dokładną ofertę, która przyciągnęłaby filmowców: listę lokali gastronomicznych, listę ciekawych lokalizacji, które stoją puste cały rok, takich jak wille, pałace, piwnice, stare fabryki etc. W Stanach przygotowuje się wyliczenie minimalnych stawek za wynajem terenu i pozwolenie na zdjęcia. Taki mini dział filmowy przy gminie czy województwie, powinien mieć ponadto listę cieśli, rzemieślników, elektryków etc. którzy mogliby zostać zatrudnieni na czas zdjęć. Rzeczywiście – wiele przykładów dowodzi, że pojawienie się jakiegoś miejsca w filmie, nawet niskobudżetowym, jest świetną reklamą, niezależnie od tego, czy chodzi o miasteczko, wieś, czy o wielkomiejską knajpę. Stworzenie bazy lokalnych pracowników technicznych również byłoby korzystne dla obu stron – fachowcom zapewniłaby dodatkowy zarobek, filmowcom ułatwiłaby ich wyszukanie i często oszczędziła dodatkowych funduszy na transport i zakwaterowanie „importowanych” członków ekipy.

Polskie kino niezależne ma długą tradycję, buduje alternatywną rzeczywistość filmową, opartą przede wszystkim na pasji i współpracy. Część amatorów – jak sama przyznaje – tworzy filmy jedynie dla przyjemności, dla części jednak jest to wstęp do wymarzonej kariery. Dzięki możliwościom, jakie daje kino niezależne, usłyszeć możemy głos młodych polskich filmowców w czasach, gdy w obiegu oficjalnym debiutanci najczęściej dawno przekroczyli trzydziestkę. Offowe imprezy są coraz bardziej popularne, pokazy w KinoLabie, Muranowie czy Kulturze przyciągają wielu pasjonatów młodego kina, a co jakiś czas, po Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni mówi się, że konkurs offowy nie odbiega poziomem od głównego.

Warto wspierać młodych filmowców, wprowadzając rozwiązania ułatwiające im edukację i rozwój, licząc na to, że odwdzięczą się wysoką jakością produkcji, a część – być może – przedostanie się do oficjalnego obiegu i dołączy do grona najważniejszych nazwisk polskiego kina.

ŹRÓDŁA:

  1. Marecki Piotr: Polskie kino niezależne 1989-2009. Historia mówiona, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa, 2009.
  2. Jazdon Mikołaj (red.): Polskie kino niezależne, WBPiCAK, Poznań, 2006.

 

Autor: Natalia Mętrak