Community arts, ruch powstały w latach sześćdziesiątych w Wielkiej Brytanii, choć stosunkowo mało znany w Polsce, zaczyna pojawiać się w stołecznym życiu kulturalnym w postaci ważnych projektów. Nie posiadając jeszcze polskiej nazwy, bywa roboczo tłumaczony jako „sztuka dla społeczności”, u jego podstaw leży bowiem praca właśnie w obrębie małych grup społecznych za pomocą sztuki. Z tego względu ruch ten sytuuje się na granicy działalności artystycznej i społecznej. Jednym z jego podstawowych założeń jest tak zwana „demokracja kulturowa” mająca na celu umożliwienie każdemu obywatelowi uczestnictwa w kulturze nie tylko jako odbiorcy, ale także jako twórcy. Artystyczna ekspresja w takim ujęciu przestaje być wyłącznie domeną wykształconych artystów, staje się podstawą kolektywnego działania, które spełnia cele integracyjne, edukacyjne, a niekiedy terapeutyczne.

W Polsce community arts bywa utożsamiane z animacją kultury i traktowane jako jej brytyjski odpowiednik. Wyznaczenie precyzyjnej granicy pomiędzy obydwiema formami działalności jest niezwykle trudne. Animacja kultury koncentruje swoje działania na umożliwianiu czynnego udziału w kulturze wszystkim członkom społeczeństwa – mówi Anna Rogozińska z Uniwersytetu Warszawskiego - Community arts zwraca natomiast większą uwagę na uwarunkowania społeczne i polityczne ich wykluczenia z pełnego uczestnictwa w kulturze i stara się to wykluczenie przekroczyć, analizując je i zwalczając w pracy z całymi społecznościami.

Warszawscy animatorzy kultury i artyści wyraźnie starają się poszerzyć swoją pracę o sposoby działania community arts. Bez względu zatem, jak definiują swoją działalność, wpływy brytyjskiego ruchu są bardzo wyraźne.

Pzykłady community arts w Warszawie

Stowarzyszenie Praktyków Kultury jest jedną z najprężniej działających organizacji, którym założenia „sztuki dla społeczności” pozostają bardzo bliskie. Ich projekty opierają się na pracy ze społecznościami, które funkcjonują na marginesie stołecznej codzienności, między innymi imigrantami i trudną młodzieżą. Dziewczętom z zakładu poprawczego animatorzy proponują warsztaty kreatywnego tworzenia ubioru (projekt „Patchwork”), młodzież z patologicznych rodzin zachęcają do udziału w kursie capoeiry („Grupa Vadiacao”), a z uchodźcami czeczeńskimi przygotowują spektakl oparty na kaukaskich legendach („Opowieści z doliny Terek”). Ich działania finansowane są między innymi przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy i Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

W ciągu swojej długiej historii brytyjscy community artists przetarli szlaki – mówi David Sypniewski ze Stowarzyszenia Praktyków Kultury - Gotowe rozwiązania, konkretne narzędzia, teksty teoretyczne, manifesty - to wielkie bogactwo, z którego możemy korzystać.

W podobny sposób z założeń ruchu korzysta Stowarzyszenie Teatralne Remus, które poprzez teatr także stara się dotrzeć do grup wykluczonych (niepełnosprawnych umysłowo i uchodźców), a także do swoich sąsiadów – mieszkańców Pragi Północ. To właśnie do nich skierowane były takie projekty jak „Kobierce trzy podwórka” czy „Ulica tysiąca i jednej baśni”, elementami których były między innymi warsztaty kuglarskie, piknik czy układanie kobierców z papieru.

Nie tylko organizacje pozarządowe opierają swoje działania na community arts. Artysta Paweł Althamer jest autorem głośnego projektu „Bródno”, zrealizowanego w roku 2000, który to rok pojawił się na fasadzie jednego z bloków osiedla dzięki współpracy jego mieszkańców, synchronicznie rozświetlających wieczorem odpowiednie okna. Ostatnio artysta zaprosił tę samą społeczność do projektu „Wspólna sprawa”, podczas którego jego uczestnicy, ubrani w złote kombinezony, podróżują samolotem po świecie i spotykają się z autochtonami. Ponadto Althamer od kilkunastu lat prowadzi zajęcia ceramiczne dla chorych na stwardnienie rozsiane i organizuje wystawy ich prac.

Podsumowanie

Jak dowodzą przytoczone przykłady, community arts pozwala dotrzeć do mieszkańców stolicy, którzy z różnych przyczyn mają ograniczony dostęp do kultury. Chęć finansowania przez instytucje publiczne podobnych inicjatyw pokazuje, że taka działalność jest potrzebna i użyteczna społecznie. Czy jednak ten zapoczątkowany około pięćdziesiąt lat temu ruch ma przed sobą szanse realnego rozwoju?

Rozszerzanie perspektywy animacji kultury o działalność lokalną, szeroką analizę sytuacji społecznej i konsultacje ze społecznościami lokalnymi jest szczególnie cenne – mówi Anna Rogozińska - Zwrócenie uwagi na pozycję osiągniętą w Wielkiej Brytanii przez community arts, zwłaszcza uznanie społeczne i dostęp do stałych źródeł finansowania, daje nadzieję na podobną przyszłość w Polsce. Taka działalność to sposób na budowę społeczeństwa obywatelskiego – dodaje David Sypniewski - Sztuka, która jest tworzona wraz ze społecznością daje jej do ręki megafon, aby jej głos stał się słyszalny.

Korzyści płynące z udziału we wspólnych przedsięwzięciach są w stanie docenić także sami artyści, którzy poprzez udział w życiu społeczności, zyskują nową rolę – partnera, a nie jedynie krytycznego obserwatora czy dostarczyciela rozrywki. Być może to także do nich należeć będzie głos w kwestii przyszłości community arts nie tylko w stolicy.

Autor: Szymon Waćkowski