W 2009 roku minęło pięć lat od użycia po raz pierwszy terminu Web 2.0 [1] przez irlandzkiego programistę Tima O'Reilly. Za tym hasłem stoi interaktywna sieć, której treść – w przeciwieństwie do Web 1.0 – generują sami użytkownicy. Internet drugiej generacji tworzą portale newsowe i społecznościowe, blogi, encyklopedie, serwisy do przechowywania i dzielenia się filmami czy zdjęciami oraz wiele innych stron. W tych ogromnych zasobach informacji tkwią równie ogromne możliwości.
Centrum handlowe Arkadia w Warszawie, 21 listopada, 15:57. Kilkudziesięciu rozproszonych performerów zaczyna krążyć z przyłożonymi do uszu bananami, symulując rozmowy telefoniczne. „Niewtajemniczeni” klienci Arkadii dziwią się otaczającemu ich absurdowi. Po trzech minutach banany znikają, a performerzy rozpływają się w tłumie. Pomysł na ten flash mob powstał dwa tygodnie wcześniej na portalu portalu społecznościowym Grono. Nieznający się internauci umówili się, ustalając na forum tylko szczegóły akcji zatytułowanej „Powrót banana”.
Z relacji medialnych wiemy, czym z grubsza jest flash mob. Analitycy Internetu traktują owo zjawisko jako rozrywkową odmianę smart mobu. Z kolei to pojęcie, ukute przez Howarda Rheingolda w książce Smart Mobs: The Next Social Revolution, określa cały system koordynowania zachowań zbiorowości. Wśród badaczy nie ma zgody, czy opublikowana w 2002 roku teoria jest już aksjomatem. Jedno jest pewne, dziś za pomocą sieci tłum umiejętnie organizują spece od polityki i marketingu. O tym, jak e-społeczności mogą generować na świecie gniew społeczny, przekonaliśmy się w tym roku, obserwując twitterowe rewolucje w Iranie i Mołdawii. Ba, mogą istotnie wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich, jak uczy niedawny przykład USA.
Fenomen Facebooka
W kwietniu br. Facebook, najpopularniejszy na świecie portal społecznościowy, liczył 200 milionów, a w grudniu już 350 milionów użytkowników (5 % populacji Ziemi) [2]. Na portalu tym zarejestrowało się już ponad 1,2 miliona Polaków, jak donosi serwis monitorujący FB [3]. Z tego samego źródła pochodzą dające do myślenia dane o Polakach, jako najszybciej rosnącej grupie spośród narodów na FB.
Potężną e-społeczność udało się zgromadzić twórcom Naszej Klasy. W listopadzie 2009 roku portal ten był drugą pod względem popularności stroną internetową w Polsce. Korzysta z niego aż 70 proc. polskich internautów! [4] Te statystyki przemawiają do wyobraźni, jednak dla rynku kultury o wiele atrakcyjniejszym miejscem na promocję jest FB.
- Życie kulturalne Warszawy w dużej mierze „kręci się” na Facebooku. To wygodny kanał komunikacyjny dla menadżerów, którzy przenoszą tu oferty swoich lokali z oficjalnych stron - tłumaczy dr Alek Tarkowski, socjolog Internetu z ICM UW. Profile na zakładają m.in. kina, muzea, redakcje gazet, modne klubokawiarnie. To z kolei wygoda dla odbiorców treści. Każdy z nich bowiem sam decyduje, o jakim repertuarze będzie informowany, dodając dane medium do znajomych na Facebooku. W ten sposób profile Gazety Wyborczej i Muzem Powstania Warszawskiego śledzi odpowiednio po 5,6 i 3,3 tys. osób, a podstronę klubu Hydrozagadka tworzy ponad 3 tys. internautów. Te profile nie muszą być ekstrawaganckie, bo użytkownikowi tego serwisu wystarczy tylko wzmianka o nadchodzącym wydarzeniu.
Pod koniec listopada przez FB jak tornado przeszedł news o „Cmentarzysku zapomnianych książek” w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Udział w tej akcji zadeklarowało na FB prawie 6,5 tys. osób. [5] Szybko okazało się jednak, że popyt na to wydarzenie był tak duży, że organizatorzy nie nadążali z uzupełnianiem zapasów. - Ehhh, wybierałam się ale widzę, że naród jak zwykle durnowaty i jak coś za pół-darmo to czy jest potrzeba czy nie, "trzeba się nachapać". Największe używanie mają "antykwariusze" z allegrowych handelków... - narzekała (pisownia org.) na tłumy w „CZK” internautka Iza.
O akcjach na taką skalę jak „Cmentarzysko...” mówi się, że są „kulami śnieżnymi”. Na efekt tychże kul zwraca uwagę prof. Kazimierz Krzysztofek. - Samonapędzanie zachodzi, gdy społeczności zbudowane są z bardzo dużej ilości węzłów. Te węzły tworzą zaś internauci z rozległą siecią kontaktów, tzw. netokraci - objaśnia socjolog z SWPS.
Efekt kuli śnieżnej wykorzystano parę tygodni temu do nietypowej promocji na FB nowego sklepu Ikei w szwedzkim Malmo. Szef tego sklepu zamieszczał sukcesywnie na swoim profilu zdjęcia umeblowanych pokoi. Kto właściwie oznaczył produkt giganta meblowego, otrzymywał go za darmo. Oczywiście, akcja Ikei zataczała z każdym dniem coraz szersze kręgi.
Do wyboru, do koloru
Podział polskich serwisów społecznościowych nie przebiega wzdłuż osi elitarność-masowość. E-społeczności można podzielić na te o tematyce ogólnej (m.in. Facebook, Nasza Klasa) i wyspecjalizowane. Rynek wydaje się być już nasycony, wątpliwe by jakiś projekt (jak niedawno uruchomiony Kumple.pl) przebił się do głównego nurtu. Rosnącym powodzeniem cieszą się za to portale, których użytkownicy koncentrują się wokół konkretnych zainteresowań.
I tak furorę robi ułatwiający planowanie kariery zawodowej Goldenline (polski odpowiednik globalnego LinkedIn). O sile oddziaływania tego serwisu przekonaliśmy się na początku roku, kiedy media doniosły o zorganizowanym na łamach portalu buncie przeciw praktykom jednego z banków, który zawyżał oprocentowanie. [6]
Przedmiotem wspólnych zainteresowań użytkowników Web 2.0 mogą być po prostu filmy (YouTube), muzyka (MySpace czy Last.fm) lub fotografie (Flickr, deviantART). Swoje miejsce w Internecie mają pasjonaci infrastruktury (na forum SkyscraperCity), młodzi dziennikarze (serwis Sesumda) i wiele innych grup, których w zasadzie nie da się wszystkich wymienić.
Dynamikę rozwoju portali społecznościowych prof. Krzysztofek tłumaczy odradzaniem się kultury daru. [7] - W Internecie, co rusz zawiązują się grupy wsparcia, działające na zasadzie społecznego zaufania. Ludzie wymieniają w nich opinie o samochodach, książkach czy lekarstwach - zauważa Krzysztofek. Wzorcem takiej grupy wsparcia jest Wikipedia, którą uważa się za doprowadzony niemal do perfekcji kolektyw wiedzy.
Opisując specyfikę Web 2.0, trudno nie wspomnieć o Second Life. Na fali boomu tej e-społeczności dwa lata temu, wirtualne redakcje w SL założyły m.in. „Tygodnik Powszechny” i „Przekrój”. Powstanie e-redakcji traktować należy raczej jako ciekawostkę, bo ich funkcjonalność się nie sprawdziła. Ostatnio szerokim echem odbiła się akcja Koniec PZPN, nawołująca do reform skompromitowanego związku. Jej efekt – poparcie ponad 320 tys. osób – przeszedł chyba najśmielsze oczekiwania organizatorów protestu. Ten wynik robi wrażenie, choć niektóre media podają w wątpliwość intencje inicjatorów akcji. [8]
We wrześniu głośno było o kontrowersyjnej promocji Danii na YouTube. [9] Być może na naśladowanie metod agencji VisitDenmark nad Wisłą nie będziemy długo czekali. Z pewnością krócej niż na nastanie mitycznego Web 3.0 – inteligentnego Internetu, udzielającego automatycznych odpowiedzi na zadane pytania. Przedsmak tego, co nas czeka daje wyszukiwarka Wolphram Alpha.
Autor: Jerzy Ignatowicz
Źródła internetowe:
- http://web.archive.org/web/20040602111547/http://web2con.com/
- http://www.guardian.co.uk/technology/2009/dec/06/facebook-350m-users-advertising
- http://www.checkfacebook.com/
- http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82008,7248448,Nasza_Klasa_ma_juz_3_lata_i____ponad_13_milionow_Polakow.html
- http://wyborcza.pl/1,94898,7311256,Akcja_w_BUW_ie__Wez_tyle_ksiazek__ile_potrafisz_uniesc.html
- http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article327126/Pokolenie_GoldenLine_kontratakuje.html
- http://www.computerworld.pl/artykuly/353668_0/Swiat.w.wersji.beta.html
- http://www.niezalezna.pl/article/show/id/26538/articlePage/1
- http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/denmark/6196088/Denmarks-YouTube-tourism-video-removed.html
Bibliografia:
Howard Rheingold, Smart Mobs: The Next Social Revolution; 2002
Alexander Bard, Jan Söderqvist, Netokracja. Nowa elita władzy i życie po kapitalizmie; 2006
